Kategorie: Wszystkie | coffee time | gg | on-line | ona | szpileczki | świat wg
RSS
sobota, 31 marca 2007
Czosnek
Czosnek - jak dla mnie - wygląda ładnie, ładnie pachnie... dopóki się go nie rozgryzie. Koleś ma to do siebie, że wtedy staje się tak intensywny, że nawet najlepsza pasta do zębów nie pomoże. Bez niego jednak smak nie byłby ten sam - uwielbiam go :)
00:20, aureola1 , ona
Link Komentarze (3) »
środa, 28 marca 2007
Bajka nie bajka

W związku z naszymi rożnymi dysputami z Kreską dotyczącą odwiecznego tematu Jacy To Faceci Są Beznadziejni i Jakie To My Kobiety Jesteśmy Czasem Beznadziejne, Kreska przysłała mi taką oto bajkę (nie wiem skąd ją ściągnęła):

W mojej bajce księżniczka w wieży z kości słoniowej nie zostaje uratowana przez rycerza. Zamiast tego wiesza się pogrążona w rozpaczy na swym słynnym warkoczu, a rycerz dalej stroszy piórka przed uradowaną gawiedzią na kretyńskich turniejach, nie wiedząc o niczym i mając to w dupie. Ładna bajka?

To bajka o tym, że czasem nie warto przeceniać wartości swojej i każdej innej, jaka przyjdzie nam do głowy. Dajesz palec, ktoś chce rękę. Dajesz rękę, ktoś woli palec i gdzieś ma ciebie, twoją rękę i całą resztę. Love you but fuck you? to zabawa nie dla każdego. Ale jest w tym coś pozytywnego, czego głupia księżniczka nie wiedziała? Nauka. Bo to cierpienie uczy. Wystarczy jedynie znać jego podstawy.

Pewnie, księżniczka nie miała łatwo. Kochała rycerza, on ją podobno też. Rycerzyk bawił w najlepsze spokojny o cnotę wybranki, bo przecież szczelnie zamknięta pod kluczem, wierna, kochająca, politowania godna idiotka wierząca w cuda. Lala zapuściła korzenie w oknie, czekając na próżno, podgryzana przez samotność, buntowana przez zazdrość, w końcu pchnięta sercem zawisła na ołtarzu miłości. Zupełnie niepotrzebnie. Któż doceni taką ofiarę, któż się przejmie?

Wiem jedno... Może i usychałabym parę dni, może i cierpiałabym parę tygodni (wtedy bym przynajmniej schudła), ale potem ścięłabym warkocz (ile to zachodu z myciem), zrobiła z niego linę i zwiała stamtąd z jakimś przystojnym, silnym giermkiem.... kopiąc przy okazji w dupę Rycerza, gdy smoli cholewki do Żony Oberżysty z Karczmy Pod Dużym Cycem. Zgadzam się z morałem:

Nikt nie doceni tego, ze się zamartwiasz i poświęcasz.

 

M.

 

17:26, madymail , ona
Link Komentarze (1) »
środa, 21 marca 2007
Świat według Kociątka - Reformy...

Jak prawie co tydzień, zaczynam wszystko od nowa. A właściwie nie wszystko, tylko samą siebie.

Rozpoczynam niedzielnymi lub poniedziałkowymi postanowieniami i sprzątaniem mieszkania (po pracowitym weekendzie na ogół robi się bałagan). Postanowienia są zazwyczaj różne, ale dotyczą tego samego: zacznę dbać o siebie.

Nie jestem (jeszcze) grubaskiem, ale wkurza mnie jak przytyję za dużo i jeszcze bardziej denerwuję się jak ulubione spodnie ustępują tym obszerniejszym, luźniejszym i spódniczkom.

Tak samo od czasu do czasu mam "lenia" i odechciewa mi się robić makijaż. A wtedy to pożal się Boże, bo wyglądam jak cień siebie.

Postanawiam też zawsze w sprawie jedzenia. Żadnych fast foodów, słodyczy, jedzenia w środku nocy.

No i tym razem przyszła pora na kolejne zaczynanie od nowa. Obowiązek diety, dość ścisłej, niejedzenie po 18 (chyba że 1 jogurt), nieotwieranie szafki ze słodyczami, wyciągnięcie z szafki elektrycznego grilla i zastąpienie nim patelni, gotowanie a nie tylko podgrzewanie kupionego żarcia, więcej owoców i warzyw (marchewka zamiast czekolady) i woda, albo ogólnie napoje (strasznie mało piję, co pozwala mi przetrwać bez siusiania dość długo - rekord: 16-godzinna podróż z Niemiec do Polski, ten typ tak ma ;)

Niestety by moje postanowienie nie skończyło tak jak poprzednie, postanowiłam je poprzeć mocnymi argumentami. Fryzjer i zakupy od razu sprawiły, że chce mi się to kontynuować. Nowe szorty są świetne (brązowe z pomarańczowym paskiem), a do nich potrzebuję ładnych nóg i ogólnie jakoś od razu czuję, że lepiej wyglądam i łatwiej mi przetrwać... Przecież może być lepiej :)

Powiedzcie mi, że to co robię jest normalne? Że obsesja na punkcie wyglądu dotyczy każdej kobiety. I to, że mała rzecz, jak nowa fryzura, odcień włosów, ciuch, dodatek, biżuteria sprawia, że czujemy się lepsze, ładniejsze, seksowniejsze. Że jeżeli wyjdziemy na ulicę, to świat nas inaczej zacznie zauważać i może ON też się sam znajdzie...

Tylko ja tak mam, czy jest nas więcej?

H.

01:12, kociatkouk , ona
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 marca 2007
Co to ma byc ????? ;)

Nie no! Gdzie żeście zniknely? Brak weny? Dół? Zniechęcenie? Za dużo spraw? Nie wierzę, że nie macie o czym gadać ;)))Do roboty, do roboty!

M.

10:19, madymail , gg
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 marca 2007
To tak a propos :)

Chciałabym byscie to przeczytały. Bo zdaje mi się, że coś w tym jest...

http://mojabaja.blox.pl/2007/03/Dlaczego-o-nich-myslimy.html

Dlaczego nie potrafimy jak faceci zakończyć sprawy? Choć niektóre z nas właśnie to zrobiły, ale nie mówcie, że o nich nie myślicie ;))) I zawsze pozostaje poczucie odrzucenia i wieczne poszukiwanie złudzeń... Może tym razem będzie inaczej... i wściekłość na siebie, że czujemy, to co czujemy...

Dlaczego wciąż to wałkujemy? Bo fajnie jest wiedzieć, że nie tylko my tak czujemy, że być może taka jest cecha większości kobiet...

Tym co było napisane u mnie w 7w8... będę teraz tłumaczyć każdą moją rozterkę :)))

Swoją drogą - zakochałam się dziś rano w moim mężu. Kolejny raz :) Bo gdy widzi, że znów mi odpierdala, że znów gubię się w mojej głowie, to już wie co robić, bym wiedziała, że żaden nie da mi tego co on ;)))

Ech te Skorpionice...

M.

 
1 , 2