Kategorie: Wszystkie | coffee time | gg | on-line | ona | szpileczki | świat wg
RSS
czwartek, 26 kwietnia 2007
Zaplanowane życie

W 8. klasie wiedziałam, że chcę studiować Romanistykę i pracować w Ambasadzie. Jak poznalam 13 lat temu Rafala, wiedzialam od pierwszego dnia, że będzie moim mężem i ojcem moich dzieci. Zaszłam w obie ciaże miesiąc po podjęciu decyzji.

To tylko przyklady na to, jak bardzo moje życie jest uporządkowane i zaplanowane. Gdy sobie coś założę, to dążę do tego i osiągam cel. Ludzie podziwiają moją konsekwencję i stanowczość, a mnie samą to przeraża. Nie jestem doskonała, bo kilka dużych błędów popełniłam (i dzięki Bogu :)) Faktem jest, że zawsze ogólny zarys kilku najbliższych lat mialam zaplanowany i ubrany w ramki....

A czemu to pisze? Bo własnie chcę powiedzieć, że na razie to mam zaplanowane życie tylko do 16 maja :))) I co? No i czuję się z tym WSPANIALE :)))) Bo nie ciąży nade mną konsekwencja, że muszę coś zrobić, bo tak mam zaplanowane :)

Czuję się wolna :)

Ludzie pytają, co robicie w wakacje - ja mowię NIE WIEM. Nie wiem czy będę jeszcze miała pracę, czy zostaniemy w Polsce, czy będzie nas stać na jakiekolwiek wysłanie dzieci gdzieś z Babciami, czy w ogóle jakieś wolne dostanę ..... NIC NIE WIEM.

Czekam.... i to czekanie strasznie mi sie podoba... Jakaś podnieta w tym jest. Czekam, aż los mi podpowie co robić, którą drogą iść, gdzie wysłać CV, a może nie wysyłać? Praca jest tu glównym wyznacznikiem...

Oczywiscie od roku przygotowuję się na tę zmianę :) To byl rok nawiązywania znajomości, kontaktów, zbierania wizytowek, łażenia na rauty, kolacje, imprezy, wyjazdy itd... ale za ten mój karnecik z adresami, to wielu by się dało ogolić na łyso :)

A ja czekam i nic nie planuję... Czekam - to ostatnio moje ulubione słowo.

M.

17:08, madymail , ona
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Buciki w błysku fleszy

Różne. Matowe i błyszczące. W kratkę, paski, grochy i cętki. Ze skóry, tworzywa i płótna. Z cekinami, brokatem, koralikami i kokardką. Z rzemykiem lub wstążką oplecioną wokół kostki. Eleganckie i sportowe. Luksusowe, markowe, drogie i całkiem tanie. Nigdy pospolite. Balerinki.

Na czym polega ich urok? Choć każda z nas w mgnieniu oka przeistacza się w niewinną kobietkę w zwiewnej sukience, pasują także do eleganckich spodni albo niezobowiązujących jeansów.

Zakochałam się w nich rok temu, stając się dumną właścicielką dwóch par – białej i lazurowej – przyozdobionych mieniącymi się w słońcu cekinami. Na letnim deptaku w Chorwacji wyglądały na moich stopach tak bajkowo, że pewien nieznajomy elegancki mężczyzna nie mógł oderwać od nich wzroku.

French Sole http://www.luxlux.pl/Giuseppe Zanotti http://www.luxlux.pl/

W tym roku kupiłam kolejne dwie pary – gładkie, z miękkiej skórki, w kolorze karminu i bajkowe w kolorze bladego złota. Obie pary mają noski przyozdobione małymi kokardkami. Stopy wyglądają w nich zjawiskowo. Balerinkowe szaleństwo wciąga, a moda zatacza koło historii. Kiedyś nosiła je cudna Audrey Hepburn, dziś zdobią stopy Sienny Miller. Cóż w każdej z nas ukrywa się Mała Królewna.

N.

poniedziałek, 09 kwietnia 2007
Gdzie 2 koziorożce, skorpion i baran...
Wierzycie w horoskopy. W to, że znak zodiaku warunkuje (i tłumaczy jednocześnie) jakieś nasze cechy? Ciekawe to, nie powiem, i nie powiem również, że w to nie wierzę. Odrobinę, bo odrobinę, ale zwracam na to uwagę. W same horoskopy nie wierzę, bo zdaję sobie sprawę, że piszą je ludzie, którzy dostają pieniądze za to, by wypocić parę zdań do każdego z 12 znaków.
 
Sama mogłabym pisać horoskopy powołując się na przeczucia. Każdy z odrobiną wyobraźni mógłby.
 
Ale czy faktycznie data urodzenia przesądza o cechach naszego chrakteru?
21:43, aureola1 , gg
Link Komentarze (2) »
Święta, święta...

I jak Wam dziewczyny w tę Wielkanoc? Lepiej? Gorzej niż rok, dwa, dziesięć lat temu? Mogłoby by być inaczej?

Lubicie tę całą "zajączkowo-kurczaczkowo-pisankową" szopkę?

Zawsze Wielkanoc lubiłam bardziej od Bożego Narodzenia. Było cieplej, jaśniej i chociaż nie było karpia na stole, to jednak pyszne faszerowane jajka nadrabiały tę stratę...

Jako dziecko nie mogłam się doczekać niedzieli, kiedy się obudzę i wyruszę na poszukiwania prezentów ukrytych przez zajączka w całym mieszkaniu.

Potem to już bardziej chodziło o te faszerowane jajka (ja znowu o jedzeniu... ;). I o sernik na zimno. Mniam.

I te święta nie trwały tak długo. Nigdy nie zdążyłam się nimi znudzić, sklepy otwierały się ponownie we wtorek a w środę dzieci wracały do szkoły. Było w sam raz. I w dodatku w poniedziałek już można było wyjść z domu i spotkać z koleżankami.

Naprawdę dobrze wspominam swoje Wielkanoce.

A teraz?

Teraz też jest dobrze. Inaczej, ale dobrze. Kiedy ktoś mi mówi: "Happy Easter", reaguję tak, jakby powiedział "Have a nice afternoon". Tutaj nie ma odświętności. Tutaj nie ma baranka z masła lub cukru na śniadaniowym stole. Tutaj nie ma bazi w wazonie. Tutaj nie dzieli się jajkiem.

Tutaj jest Anglia. Pora się przyzwyczaić. :)

H.

02:01, kociatkouk , świat wg
Link Komentarze (2) »