Kategorie: Wszystkie | coffee time | gg | on-line | ona | szpileczki | świat wg
RSS
poniedziałek, 28 maja 2007
Refleksja

Tak tylko piszę, żeby jeszcze raz powtórzyć jak bardzo się cieszę…

Spotkałam się z MissPilat i z Niką i do tej pory z podziwu wyjść nie mogę, jakie to dziwne znać kogoś od kilku miesięcy właściwie tylko przez internet, po czym spotkać się tak po prostu i gadać ze sobą normalnie, naturalnie i lekko, jakby się znało od wielu lat…

Madzie i Aureolce to nie odpuszczę już na pewno - strzeżcie się! :)))

A tak w ogóle, to na serio trzeba będzie zorganizować jakiś tam zjazd czarownic. Wiem, że MissPilat i ja utrudniamy to bardzo, bo bez samolotu się obejść nie możemy a ja w dodatku do samolotu mam jeszcze kilka godzin samochodem, ale da się, wiem o tym. Bo chcemy, prawda??

Będzie spotkanie?? W szpileczkach?? Będzie, prawda??

H.

czwartek, 24 maja 2007
Z serii ...

Seria to seria. Przedstawiam Wam moje nowe srebrzaki stópki obcierające. Błyszczą się, że ho-ho. Ja się w nich zakochałam ;) Wiadomo, najładniej do spódniczki... tu wersja z portkami. Z Madulą i Niką już o nich plotkowałam - nadszedł czas na demonstrację ;)

wtorek, 22 maja 2007
Ja jestem ta!

Z siostrą w dziecinstwie bawiłyśmy się w grę: ja jestem ta. Czasem w naszym domu pojawiał się jakiś niemiecki katalog pełen ciuchów, bielizny i zabawek. W szarych czasach kolorowy katalog z ciuchami to bylo COŚ, powiew z zachodniego świata, niemal skarb dla 2 kilkuletnich dziewczynek. Otwierałyśmy katalog na każdej stronie i wskazywałyśmy na panią, którą chciałybyśmy być. Stąd właśnie: ja jestem ta.

Zawsze gdy wchodzę na Modne Szpileczki i widzę zdjęcie tych 5 ślicznych dziewczyn w jeszcze śliczniejszych białych sukienkach przypomina mi sie gra z dzieciństwa i zastanawiam się, którą z tych kobiet chciałabym być. Chyba druga od lewej, a Wy??

23:32, misspilat , ona
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 21 maja 2007
Spontanicznie podeptane

Butowy temat - przedstawiam Wam moje ukochane "rybki" podeptane na imprezie sobotniej. Dla uwydatnienia imprezowego klimatu - eLMejowe puste pudełko również podeptane moim butkom towarzyszy.

środa, 16 maja 2007
No jakże by inaczej :)

No dobra... tydzień w Paryżu, jak zawsze podkreślam, był zaplanowany pod dzieci. Ale przecież całkiem przypadkiem można trafić na fajny sklep, nie? Tak więc przypadkiem... idę sobie w stronę Les Halles. Jem kanapkę rucola/chevre... a tu ...yhh... o mało co się nie udławilam kawałkiem bagietki... Butik Christian Louboutin! Ukradkiem poprosilam męża, by zrobił fotkę. Do środka nie wchodziłam, bo głupio mi było z kanapką i wyglądem turystki. Ale wystawę popodziwialam. Tylko czemu nie bylo przy pantofelkach cen?

Ciągnęło mnie na Avenue Montaigne, na Rivoli, do butikow vintage'owych ukrytych na Marais (dostalam pare cynków, gdzie za 20 € mozna sie obłowić w unikatowe sztuki), do Musée de la Mode et du Textile (w październiku będzie tam wystawa Christian Lacroix więc...), przejść się po Galleries Lafayette... ale nie chciałam tych moich biednych żuczków zamęczać...

Lepiej trafić na coś przypadkiem, tak jak z Sis w Londynie wyszłysmy, idąc w stronę Nothing Hill, wprost na ukryty w malenkiej uliczce Old Church Street butik Manolo Blahnika (można popatrzeć tu)

Nic nie poradzę, że uwielbiam ciuchy i buty. Znana jestem z tego (ironizując), że nigdy nie przychodzę w tym samym zestawie do pracy (czasem powtarzam to w cyklu raz na 3 tygodnie). Szafę mam pełną i muszę robić porządek co jakiś czas, by sobie przypomnieć co tam w niej mam. No ale jak sie miało butik z ciuchami... Rzadko kupuję rzeczy "tak normalnie". Został mi jeden super kontakt za Warszawą, skąd braliśmy świetne rzeczy do Szpera i teraz po prostu się tam ubieram. Te dzinsówkę, którą widzicie na fotach (np. z Disneylandu), to Gap, kupiony za 20 pln. To tylko jeden przyklad. Adresu nie zdradzę nawet na torturach... Czasem zabieram tam kumpele, gdy wiem że nie stanowią dla mnie zagrozenia (inny rozmiar, inny gust) i gdy je bardzo, bardzo lubie. Rzeczy tzw. bazowe kupuję w sieciówkach H&M, Camaieu, Reserved i to też najchętniej na przecenach... Moja mama myśli, że całą kasę przepuszczam na ciuchy i buty, ale po prostu tak umiem coś fajnego wyszperać, dobrać, wyczuć co bedzie "modne". I wcale nie czuję się pusta czy glupia. Czuję się kobieca ;) Nika kiedys opisala, jakie to wspaniale uczucie, jak szła w płaszczu i szpilkach i wielkich okularach. Pamiętacie? Chcę się tak czuć za każdym razem jak wychodzę z mojej obskurnej klatki schodowej... Czuć się dobrze ubraną, to podstawa w ksztaltowaniu mojego nastroju na reszte dnia ;)

No dobra przyznam sie Wam - najpiękniejszy komplement uslyszalam w piątek. Byłam na spotkaniu pół-służbowym z pewną dość wpływową osobą w świecie biznesu francuskiego. O pracy gadałyśmy 5 min. Resztę o ciuchach, trendach, facetach, dzieciach, książkach, sztuce, pisaniu itd... ChL ma ok. 50 i jest świetnie ubrana, piękna kobieta. Podziwiam ją bardzo. Poznałam ją 2 lata temu (inna historia) i od razu przypadłysmy sobie do gustu. Najśmiejszniej było, jak wychodząc z restauracji, w tym samym momencie, tym samym gestem włożyłysmy na nos podobne ksztaltem okulary (ja Croppa za 20 pln, ona Diora za moją pensję pewnie). Spojrzałysmy na siebie i roześmiałyśmy się. Obie nie mamy prawa jazdy, po angielsku dukamy, uwielbiamy miasto, palimy, zamawiamy rybę... coś kiedyś pisałam o przypadkach co?

A ten komplement? Jak wychodziłysmy, powiedziała, patrząc z uznaniem na mój strój "Oh Magda, vous êtes très fashion". Metro unosilo się w powietrzu gdy nim jechałam...

Usłyszałam też, że zawsze mam u niej pokój jak będę w Paryżu. No i następnym razem pójdziemy się przejść po sklepach... Że przyśle mi książki, które przeczytala... No i że mam przysłać CV... ale o tym cicho sza, by nie kusić złego losu....

A o innych paryskich impresjach jak zwykle tu i tu :)

M.