Kategorie: Wszystkie | coffee time | gg | on-line | ona | szpileczki | świat wg
RSS
wtorek, 22 maja 2007
Ja jestem ta!

Z siostrą w dziecinstwie bawiłyśmy się w grę: ja jestem ta. Czasem w naszym domu pojawiał się jakiś niemiecki katalog pełen ciuchów, bielizny i zabawek. W szarych czasach kolorowy katalog z ciuchami to bylo COŚ, powiew z zachodniego świata, niemal skarb dla 2 kilkuletnich dziewczynek. Otwierałyśmy katalog na każdej stronie i wskazywałyśmy na panią, którą chciałybyśmy być. Stąd właśnie: ja jestem ta.

Zawsze gdy wchodzę na Modne Szpileczki i widzę zdjęcie tych 5 ślicznych dziewczyn w jeszcze śliczniejszych białych sukienkach przypomina mi sie gra z dzieciństwa i zastanawiam się, którą z tych kobiet chciałabym być. Chyba druga od lewej, a Wy??

23:32, misspilat , ona
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 21 maja 2007
Spontanicznie podeptane

Butowy temat - przedstawiam Wam moje ukochane "rybki" podeptane na imprezie sobotniej. Dla uwydatnienia imprezowego klimatu - eLMejowe puste pudełko również podeptane moim butkom towarzyszy.

środa, 16 maja 2007
No jakże by inaczej :)

No dobra... tydzień w Paryżu, jak zawsze podkreślam, był zaplanowany pod dzieci. Ale przecież całkiem przypadkiem można trafić na fajny sklep, nie? Tak więc przypadkiem... idę sobie w stronę Les Halles. Jem kanapkę rucola/chevre... a tu ...yhh... o mało co się nie udławilam kawałkiem bagietki... Butik Christian Louboutin! Ukradkiem poprosilam męża, by zrobił fotkę. Do środka nie wchodziłam, bo głupio mi było z kanapką i wyglądem turystki. Ale wystawę popodziwialam. Tylko czemu nie bylo przy pantofelkach cen?

Ciągnęło mnie na Avenue Montaigne, na Rivoli, do butikow vintage'owych ukrytych na Marais (dostalam pare cynków, gdzie za 20 € mozna sie obłowić w unikatowe sztuki), do Musée de la Mode et du Textile (w październiku będzie tam wystawa Christian Lacroix więc...), przejść się po Galleries Lafayette... ale nie chciałam tych moich biednych żuczków zamęczać...

Lepiej trafić na coś przypadkiem, tak jak z Sis w Londynie wyszłysmy, idąc w stronę Nothing Hill, wprost na ukryty w malenkiej uliczce Old Church Street butik Manolo Blahnika (można popatrzeć tu)

Nic nie poradzę, że uwielbiam ciuchy i buty. Znana jestem z tego (ironizując), że nigdy nie przychodzę w tym samym zestawie do pracy (czasem powtarzam to w cyklu raz na 3 tygodnie). Szafę mam pełną i muszę robić porządek co jakiś czas, by sobie przypomnieć co tam w niej mam. No ale jak sie miało butik z ciuchami... Rzadko kupuję rzeczy "tak normalnie". Został mi jeden super kontakt za Warszawą, skąd braliśmy świetne rzeczy do Szpera i teraz po prostu się tam ubieram. Te dzinsówkę, którą widzicie na fotach (np. z Disneylandu), to Gap, kupiony za 20 pln. To tylko jeden przyklad. Adresu nie zdradzę nawet na torturach... Czasem zabieram tam kumpele, gdy wiem że nie stanowią dla mnie zagrozenia (inny rozmiar, inny gust) i gdy je bardzo, bardzo lubie. Rzeczy tzw. bazowe kupuję w sieciówkach H&M, Camaieu, Reserved i to też najchętniej na przecenach... Moja mama myśli, że całą kasę przepuszczam na ciuchy i buty, ale po prostu tak umiem coś fajnego wyszperać, dobrać, wyczuć co bedzie "modne". I wcale nie czuję się pusta czy glupia. Czuję się kobieca ;) Nika kiedys opisala, jakie to wspaniale uczucie, jak szła w płaszczu i szpilkach i wielkich okularach. Pamiętacie? Chcę się tak czuć za każdym razem jak wychodzę z mojej obskurnej klatki schodowej... Czuć się dobrze ubraną, to podstawa w ksztaltowaniu mojego nastroju na reszte dnia ;)

No dobra przyznam sie Wam - najpiękniejszy komplement uslyszalam w piątek. Byłam na spotkaniu pół-służbowym z pewną dość wpływową osobą w świecie biznesu francuskiego. O pracy gadałyśmy 5 min. Resztę o ciuchach, trendach, facetach, dzieciach, książkach, sztuce, pisaniu itd... ChL ma ok. 50 i jest świetnie ubrana, piękna kobieta. Podziwiam ją bardzo. Poznałam ją 2 lata temu (inna historia) i od razu przypadłysmy sobie do gustu. Najśmiejszniej było, jak wychodząc z restauracji, w tym samym momencie, tym samym gestem włożyłysmy na nos podobne ksztaltem okulary (ja Croppa za 20 pln, ona Diora za moją pensję pewnie). Spojrzałysmy na siebie i roześmiałyśmy się. Obie nie mamy prawa jazdy, po angielsku dukamy, uwielbiamy miasto, palimy, zamawiamy rybę... coś kiedyś pisałam o przypadkach co?

A ten komplement? Jak wychodziłysmy, powiedziała, patrząc z uznaniem na mój strój "Oh Magda, vous êtes très fashion". Metro unosilo się w powietrzu gdy nim jechałam...

Usłyszałam też, że zawsze mam u niej pokój jak będę w Paryżu. No i następnym razem pójdziemy się przejść po sklepach... Że przyśle mi książki, które przeczytala... No i że mam przysłać CV... ale o tym cicho sza, by nie kusić złego losu....

A o innych paryskich impresjach jak zwykle tu i tu :)

M.

czwartek, 26 kwietnia 2007
Zaplanowane życie

W 8. klasie wiedziałam, że chcę studiować Romanistykę i pracować w Ambasadzie. Jak poznalam 13 lat temu Rafala, wiedzialam od pierwszego dnia, że będzie moim mężem i ojcem moich dzieci. Zaszłam w obie ciaże miesiąc po podjęciu decyzji.

To tylko przyklady na to, jak bardzo moje życie jest uporządkowane i zaplanowane. Gdy sobie coś założę, to dążę do tego i osiągam cel. Ludzie podziwiają moją konsekwencję i stanowczość, a mnie samą to przeraża. Nie jestem doskonała, bo kilka dużych błędów popełniłam (i dzięki Bogu :)) Faktem jest, że zawsze ogólny zarys kilku najbliższych lat mialam zaplanowany i ubrany w ramki....

A czemu to pisze? Bo własnie chcę powiedzieć, że na razie to mam zaplanowane życie tylko do 16 maja :))) I co? No i czuję się z tym WSPANIALE :)))) Bo nie ciąży nade mną konsekwencja, że muszę coś zrobić, bo tak mam zaplanowane :)

Czuję się wolna :)

Ludzie pytają, co robicie w wakacje - ja mowię NIE WIEM. Nie wiem czy będę jeszcze miała pracę, czy zostaniemy w Polsce, czy będzie nas stać na jakiekolwiek wysłanie dzieci gdzieś z Babciami, czy w ogóle jakieś wolne dostanę ..... NIC NIE WIEM.

Czekam.... i to czekanie strasznie mi sie podoba... Jakaś podnieta w tym jest. Czekam, aż los mi podpowie co robić, którą drogą iść, gdzie wysłać CV, a może nie wysyłać? Praca jest tu glównym wyznacznikiem...

Oczywiscie od roku przygotowuję się na tę zmianę :) To byl rok nawiązywania znajomości, kontaktów, zbierania wizytowek, łażenia na rauty, kolacje, imprezy, wyjazdy itd... ale za ten mój karnecik z adresami, to wielu by się dało ogolić na łyso :)

A ja czekam i nic nie planuję... Czekam - to ostatnio moje ulubione słowo.

M.

17:08, madymail , ona
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Buciki w błysku fleszy

Różne. Matowe i błyszczące. W kratkę, paski, grochy i cętki. Ze skóry, tworzywa i płótna. Z cekinami, brokatem, koralikami i kokardką. Z rzemykiem lub wstążką oplecioną wokół kostki. Eleganckie i sportowe. Luksusowe, markowe, drogie i całkiem tanie. Nigdy pospolite. Balerinki.

Na czym polega ich urok? Choć każda z nas w mgnieniu oka przeistacza się w niewinną kobietkę w zwiewnej sukience, pasują także do eleganckich spodni albo niezobowiązujących jeansów.

Zakochałam się w nich rok temu, stając się dumną właścicielką dwóch par – białej i lazurowej – przyozdobionych mieniącymi się w słońcu cekinami. Na letnim deptaku w Chorwacji wyglądały na moich stopach tak bajkowo, że pewien nieznajomy elegancki mężczyzna nie mógł oderwać od nich wzroku.

French Sole http://www.luxlux.pl/Giuseppe Zanotti http://www.luxlux.pl/

W tym roku kupiłam kolejne dwie pary – gładkie, z miękkiej skórki, w kolorze karminu i bajkowe w kolorze bladego złota. Obie pary mają noski przyozdobione małymi kokardkami. Stopy wyglądają w nich zjawiskowo. Balerinkowe szaleństwo wciąga, a moda zatacza koło historii. Kiedyś nosiła je cudna Audrey Hepburn, dziś zdobią stopy Sienny Miller. Cóż w każdej z nas ukrywa się Mała Królewna.

N.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10